A u mnie sprawy maja sie tak:


2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
październik
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
Jerozolima cz.II
W Jerozolimie pozwoliliśmy sobie na kilka ciekawostek i przygód. Do ciekawszych chyba mógłbym zaliczyć:

  • Ściana płaczu. Co by nie mówić, ale miejsce ma swoją wyjątkową atmosferę i możliwość aby stanąć pod tym - nota bene fundamentem - to coś naprawdę nie do powtórzenia. Nie dlatego że ściana jest jakaś wyjątkowa. Ot, zwyczajna, dość stara oporówka. Ale to czym się stała, nadaje jej prawdziwego mistycyzmu.
  • Złoty Meczet - Jedno z najlepiej chronionych miejsc w Jerozolimie. I naprawdę, to coś znaczy. aby tam dotrzeć, trzeba było przejść prze dwa wykrywacze metalu i w sumie 4 posterunki, a i tak na miejscu wkoło krążyły już nie pojedyncze patrole, a całe oddziały ochrony. Oczywiście uzbrojone. Pomimo, że całkiem ładne miejsce, to strasznie nieprzyjazne turystom. Pomijając fakt, że nas stamtąd pogonili bo zbliżała się godzina modłów, to jeszcze jakiś autochton zaczął nas opieprzać i krzyczeć wymachując rękami. Dopiero po chwili zrozumiałem, że chodzi mu o to, że trzymam moją żonę za rękę... Ok. Co kraj, to obyczaj.

  • Casa Nova i lokacja Templariuszy - Zaciągnąłem tam Anię, aby obejrzeć jak Ci Templariusze tam sobie kiedyś rezydowali i mieszkali. Wąska, klimatyczna uliczka zawiodła nas pod odrzwia, nad którymi wisiał charakterystyczny pięciokrzyż. Już mieliśmy wchodzić, gdy podszedł do nas smutny pan w ciemnych okularach i spytał grzeczną angielszczyzną w czym może nam pomóc. Nasze zwiedzanie zakończyło się na informacji, że zamku tu już nie ma, teraz jest tu hotel. SIC!
  • Wieża Dawida i Cytadela - Jeden z naprawdę nielicznych zabytków w całym Izraelu, który był przygotowany do zwiedzania. Zachowane i zabezpieczone przed erozją elementy starej twierdzy broniącej główną bramę Jerozolimy (Jaffa Gate), elektroniczne przewodniki, makiety, rzeźby, przekroje. Można było obejrzeć i wiedzieć co się ogląda. A przy okazji nie było to poniszczone do granic możliwości.
Cytadela

Makieta Jerozolimy

  • Droga Krzyżowa i Bazylika Grobu Pańskiego - na koniec zostawiłem sobie nasze największe zaskoczenie. Najważniejsze miejsce Chrześcijaństwa. Przyznaję że znalezienie tego w Jerozolimie to prawdziwa sztuka. Chodziliśmy w kółko jakieś pół godziny, wróciliśmy do informacji gdzie nam narysowano drogę a i tak z trudem to znaleźliśmy. Drogę krzyżową przeszliśmy, nawet o tym nie wiedząc - tak była zastawiona straganami. Zresztą cała bazylika jest obstawiona kramami tak gęsto, że w ogóle jej nie widać. Jedyne wejście, to przez wąską bramę na niewielki dziedziniec, gdzie z całej bazyliki widać mniej więcej tyle:
Samo zaś wnętrze, budzi bardzo sprzeczne wrażenia. Z jednej strony hasła "remont" nie słyszało od wieków. Pod ścianami stoją odpadnięte płyty marmurowe, posadzka jest podziurawiona stopami milionów turystów i pielgrzymów, setki ludzi stoją w różnych miejscach modląc się i podziwiając... Tak - bo pomimo zaniedbania, obiekt jest niesamowity. Już sam rozmiar przytłacza - choćby sam fakt, że wewnątrz bazyliki stoi mniejszy kościół już coś powinien powiedzieć. 
Co kawałek znajdują się inne święte elementy, pokazując że bazylika swym zasięgiem obejmuje praktycznie cały cmentarz. Jest miejsce więzienia Chrystusa, Golgota (która wcale nie jest górą a skałą i to wcale nie imponującą), oczywiście kościół z grobem Pańskim, a ponadto nawy na których układane są relikwie, kilka ołtarzy, podziemia... Pełen trójwymiar.

Z wielu historii które tam usłyszeliśmy i poznaliśmy, mi do gustu przypadła jedna - otóż BGP jest miejscem które uznają wszystkie odłamy Chrześcijaństwa. Powstał więc problem, komu powierzyć opiekę nad tym miejscem. Kto ma je chronić. Z oczywistych względów, ten zakon/odłam/sekta który by został wybrany, zostałby również wzniesiony ponad inne. Dlatego też wybrano zupełnie inną opcję. I przyznaję, że jej roztropność wielce przypadła mi do gustu.

Otóż ochronę nad BGP powierzono ... Muzułmanom. A to Ci psikus, co nie? ;)

Divide, et impera jak mawiał pewien mądraliński :D

ogre 2009-11-09 07:52:38
skomentuj (0)
Jerozolima
- You go to certain death. 
- All death is certain

Dnia kolejnego, na drodze naszej stanęła Jerozolima.

Cóż było zrobić? Przeszliśmy po niej ;)

Osobiście J. mnie zaskoczyła. Muszę to przyznać bez bicia, chociaż z drugiej strony moja wiedza w tej mierze nikła była i wyobrażenie zbudowane było raczej na filmach typu "Królestwo Niebieskie" niż na rzeczywistości. Tak więc muszę powiedzieć, że pojechałem tam nie mając pojęcia jak to wygląda. Muszę dodać,że twórcy "Kingdom of Heaven" też nie mieli pojęcia jak to wygląda ;)

Pominę "nową" jerozolimę, która jest po prostu miastem. Zwykłym, zakorkowanym, z ludźmi spieszącymi tu i tam, budowami, mandatami itp.
Ważniejsza jest "Stara Jerozolima". Czyli targowisko.
Tak, tak moi mili - Najważniejsze miejsce Chrześcijańskiego świata jest jednym wielkim placem kupieckim.

Jerozolima

Uuuwielbiam

Aby było weselej, pośród kramów, zapachów i kolorów, odkryłem w sobie zamiłowanie do targowania się. Bo to naprawdę, takie przerzucanie się argumentami w radosnej atmosferze strasznie mi się podobało. Żona ma umiłowana z podziwu wyjść nie mogła, jak ja w ogóle to wytrzymuje, nie wspominając o tym że może mi się to podobać. 
A ja tak sobie myślę, że podstawowa różnica to podejście tamtejszych kupców.
U nas, jak się zapyta czy da się jakiś upust dostać, to się słyszy "Panie, ale ja nie mogę. Szef nie pozwoli, nie da rady".
Tam, kiedy podają Ci cenę, a Ty pytasz ile się da urwać, to słyszy się" "A ile dla Ciebie to jest warte? Ile byś za to mógł dać?". Po czym jak się poda cenę, to miast czegoś w stylu "Chyba ogłupiałeś?!" to mówią: "Ok. Nie chciałbym abyś przyjął to jako obrazę. Nadal jesteśmy przyjaciółmi, ok? Ale ja aż tyle nie mogę upuścić... Popatrz - to jest *tu następuje reklama towaru* ... Mogę trochę upuścić, ale nie aż tyle. Powiedzmy że sprzedam Ci za..." I tak to się zaczyna.
Prawdziwa przyjemność.

Kolejna sprawa to broń. Pełno jej tam. Ochrona w Izraelu jeśli nie jest - jak głosi plotka - najlepsza na świecie, to z pewnością najliczniejsza. Niemal na każdym rogu stoi ktoś z automatem. Każdy ważniejszy zabytek ma swoją osłonę. Każde wejście do miejsca publicznego ma wykrywacz metalu i jakiegoś ochroniarza. A w samej Jerozolimie ochrona jest chyba poczwórna. 

Za mundurem... Panowie sznurem?

I jeszcze jedni




ogre 2009-11-02 09:11:13
skomentuj (1)
D1, po spaniu

Kiedy już nosy nasze od poduszek zdołały się odkleić, czas było wyruszyć na Wyprawę! 
Diecezja padła na Jaffę, czyli stare miasto Tel Avivu. Ruszyliśmy radosnym spacerem po promenadzie i plaży, rozkoszując się atrakcjami w stylu spacerowe fontanny, kolorowe publiczne siłownie przy chodniku tudzież inne place zabaw - niekoniecznie dla dzieci.

Gdy jednak dotarliśmy do starego miasta, przestrogi Ani zaczęły się ziszczać z brutalną konsekwencją - otóż co rozumiecie przez termin Stare Miasto? Zazwyczaj dla nas, jest to centrum miasta (lub też jego okolica), z odremontowanymi kamieniczkami, brukowanymi drogami i podstępnymi mimami czyhającymi tylko aby niespodzianie wbić w plecy turysty jakieś ninjowe przedmioty.
Takoż więc muszę skorygować was, że takoż dzieje się być może we Wrocławiu, Polsce czy też nawet Europie.

W Izraelu, termin "Stare miasto" oddaje dokładnie to, co mogłoby z niego wyczytać dziecko, którego umysł nie jest skażony jakimikolwiek konotacjami. 
Stare, zniszczone, zaniedbane i nikomu nie potrzebne miasto w mieście. Pustostany z powybijanymi oknami wspierają się o siebie niczym posępne wiedźmy wpatrujące się w pustymi oczyma w przechodnia. Bezzębne usta ich drzwi cuchną śmierdzącym oddechem zatęchłego, gorącego powietrza. 

No bo w końcu po co dbać o Stare Miasto, skoro tuż obok wybudowało się ciąg ultranowoczesnych hoteli, nowoczesną sieć dróg i siatkę supermarketów?

Stare miasto opuściliśmy dość szybko, docierając znowu do urokliwych miejsc "turystycznych" o które oczywiście odpowiednio zadbano. 

Tego dnia, pozwoliliśmy sobie na zwiedzenie jeszcze dwu ciekawych  miejsc - pierwsze to El Bazar. Jak sama nazwa wskazuje - targowisko. Od szalików po ... Kruca, nawet nie wiem jak większość tamtejszych rzeczy się nazywa! Jedzenie, ubrania, bibeloty, smakołyki... Pośród całkiem egzotycznego klimatu, masy dziwnych języków (straganiarze bezproblemowo porozumiewają się dowolnym chyba językiem ;) ) wcale mnie nie zdziwił zaduch, zapach i rynsztok płynący środkiem ulicy. 
Ot taka kultura.

Drugie miejsce to supermarket. Niby nic specjalnego i właściwie nie bardzo jest o czym pisać, poza jedną istotną sprawą - ochroną. Otóż system ochrony w Izraelu jest przepotężny i właściwie to zasługuje na swoją własną notkę. Tym niemniej tam właśnie, po raz pierwszy zdarzyło mi się że zostałem grzecznie acz bardzo stanowczo wyproszony z toalety, ponieważ ochrona wraz z tajniakami namierzyli tam podejrzany przedmiot i powstał "security breach". 
Ot taka atrakcja przed pójściem spać...

ogre 2009-10-27 07:55:41
skomentuj (0)
Podróży poślubnej dzień pierwszy

Czas by wam trochę opowiedzieć o tym jak tam w tem Ezraelu było, co?

No więc przybyliśmy całkiem w nocy i na ten tychmiast okazało się, że za ciepło się ubraliśmy. No jakoś tak na nasz przyjazd grzejniki włączyli i w nocy też było gorąco. Ech... I tak już dopóki nie wyjechaliśmy do domu.

Pierwsza rzecz jaka nas czekała na miejscu, to oczywiście niespodziewanka.
Otóż w wypożyczalni, gdzie autko najmowaliśmy Pani stwierdziła że takie fajne jesteśmy i w ogóle co to nie my, że nam da lepsze auto. No i wzięła i nam dała Mazdę6 miast jakiegoś małego bajobongo, którego nazwy nie pomnę. Ogrzy aż się obślinił z zachwytu, Ogrzycy wielkiej różnicy nie robiło, takoż więc do hotelu pojechaliśmy pierwszej wody wozidełkiem.

Jakoż żeśmy na nosy padli wew tem hotelu, to jeno odnotowałem że a) właściwie to już świta b) wczoraj u nas o tej porze jeszcze nie świtało c) to małżeństwo to w ogóle strasznie męczące jest, bo od soboty jestem zaobrączkowany a od tej pory jeszcze żadnej nocy spokojnie nie przespałem ;)

Aby nie było nam za dobrze, to za oknem zaczęli nam chodnik odkurzać. Wot tam taka tradycja, że z samego rana przychodzą pany i nuści odkurzaczami dreptaki zmiatać, coby turystom się lepiej chodziło. W sumie to fajność, tylko czemu o takiej porze?!

Zezwlekliśmy się jeno na żarełko, bo limitowany czas dostępu był. Śniadanko zresztą całkiem sympatyczne było... Serów pełne, rybów, warzywów, oliwek i pieczywów ichniejszych. Pieczyw to tak zresztą strasznie mi smakował, jeno żona ma umiłowana mnie poinformowała że to tylko tak jak pieczyw wygląda, bo tak naprawdę to ciasto jest i ona spokojnie mi może takie w domu zrobić. Ech... Pół świata człowiek jedzie aby domowych wypieków spróbować ;)

Takoż jak już na nogach byliśmy, to popełzlim tyknąć tego morza i wew piachu nogi zainstalować, ale że trudy weekendu goniły za nami, tedy padnięci ku kolejnemu spaniu się rzuciliśmy, stwierdzając że a) gorąc jest na dworze b) zmęczenim som c) jak się prześpim to a) i b) nie będą aktualne. 

I dobrzem zrobili, bo dzięki temu mogliśmy...

ogre 2009-10-26 07:32:08
skomentuj (0)
Ślub, ślub, ślub!

Tyle rzeczy się ostatnio działo, że nie było kiedy notki postawić. Coby więc nie zaniedbywać blogowiczów, kilka słów na temat Ceremonii i Weseliska.

Otóż było przecudownie. W sobotni poranek zebraliśmy się na ślubie cywilnym. Grono najbliższej rodziny, kilka chwil wzruszenia, trochę śmiechu (nie wiedzieć czemu, Anka parsknęła śmiechem słysząc o równym podziale praw i obowiązków ;) ) i zostaliśmy po raz pierwszy małżeństwem. Potem krótka przejażdżka wozem strażackim i już mogliśmy się spokojnie w domu zastanawiać co zrobić z fryzurami na wieczór. A zastanawiania się było sporo! ;)

Ceremonia kościelna zaś wypadła jeszcze fantastyczniej. Ksiądz Tomek sypał dowcipami zarówno z ambony jak i po cichu stojąc przy nas. Tak jak sobie wymarzyliśmy Paweł przeczytał słowa pisma, a Ania zaśpiewała psalmy. Potem czas nagle zawirował. Pamiętam pierwszy pocałunek, sypiący się na mnie ryż i ludzi rzucających we mnie pieniędzmi. Potem setki uśmiechniętych twarzy, życzące mi wszystkiego najlepszego, całujące i przecierające oczy ze wzruszenia. A pomyśleć by można, że po ślubie to głównie Ania będzie mnie całować a tu taka niespodzianka ;)

Zdjęcia co prawda dopiero kompletujemy i jeszcze sporo nam ich brakuje, natomiast serce mnie roście, bo "Syrjus" zamieścił artykulik o naszej imprezie i chyba mu się podobało :)
Artykulik znajdziecie pod linkiem. O tu: Syrjus

I tylko czemu nikt mi nie powiedział, że mam krzywo muszkę?! 

ogre 2009-10-22 07:17:52
skomentuj (5)
To dziś
Tak.
 by Ania i Ogre

ogre 2009-10-10 13:56:01
skomentuj (4)
Stand up and fight!
...yeah, right!

Weekend był intensywny. No przynajmniej sobota, bo w niedziele intensywnie odpoczywaliśmy.
Zaczęło się w ogóle od tego, że w poprzednim tygodniu sprzątaliśmy. A jak wiadomo, aby posprzątać, to należy entropii pomóc i zrobić bajzel, aby potem było w ogóle widać że się posprzątało.
Udało nam się posprzątać, ale entropia została w związku z czym po weekendzie nadal nie widać śladów sprzątania. A było już tak ładnie...
Ale wracając do weekendu i intensywności - otóż w sobotę zadzwonił do nas Gość. Gość taki nie byle jaki, bo sam Mistrz Mistrzów... A że Ania jest Szast Prast, a mnie też nie trzeba czasami zbyt wiele razy powtarzać, tedy Wojtka zgarnęliśmy pod pachę i na kanapę przywieźliśmy. Co prawda było krótko, acz intensywnie. Wymiana informacji szła wielotorowo... Dane przechodziły z ust do uszu a inne przez trzy komputery. Dotąd analizuję to co Wojtek mi przekazał ;) I pewnie jeszcze kilka tygodni mi to zajmie. Ale jak to już przetworzę to będzie nieziemsko :]

Następnie zaczęliśmy się rozwozić. Podczas kolejnej próby (przecież bez wracania się do domu nie mogło się obyć) uznałem że biedaczysko tak jest już spóźniony, że go odwiozę na miejsce spotkania. I wszystko byłoby super, gdybyśmy w pół drogi sobie nie przypomnieli, że on nie zna Wawy praktycznie w ogóle, a ja tylko te kawałki po których normalnie się poruszam. Chyba nie muszę nadmieniać, że trzeba było go odwieźć tam gdzie nigdy nie byłem? 

Tak czy inaczej, dzielne z nas chłopaki i jakoś daliśmy radę. On nas doprowadzić do celu, ja z tamtąd powrócić. Było ciężko, ale jaka satysfakcja! ;)
A! Było ciężko, bo jeszcze miałem limit czasowy. Otóż wieczorem, musiałem być zwarty i gotowy, ponieważ czekał mnie wieczór kawalerski, czyli kolejna intensywność dnia.

A działo się, działo... Otóż świadki me, postanowiły że skoro spić mnie nie bardzo mogą, to mnie zastrzelą. I takoż na strzelnicę paintballową mnie zabrali. Aby było weselej, okazało się, że w tym samym czasie jeszcze jedna grupa takoż kawalerski wieczór świętuje więc... Banda chłopów, broń... I nikt się nie mógł wymówić, że "nam strzelać nie kazano"!
Radochy było co niemiara. Kulek i siniaków też, ale kto by się przejmował? (No dobra - przejmował się jeden pan, który pechowo trafił pod intensywny ostrzał i wygarnął taki rój kulek, że aż przykro mi się go zrobiło. Znaczy się już po wszystkim, bo w trakcie to on pod moją lufą też stał, a że zaparowane okulary miałem to nie widziałem czy się poddał czy nie... Jak pech to pech ;) )

Ech... Dzień pełen wrażeń. Chyba tylko następny weekend wrażeń może przynieść więcej.

ogre 2009-10-05 08:01:45
skomentuj (2)
Wojny i inne twarzoklepy
Polak w USArmy
Martial Blade Concepts
Medieval Retro

Komiksy wszelakie
Darths and Droids
SOREthumbs
Misfile
Lowroad 75
Order w końcu i na mojej stronie

Art... Czyli wszystko co piekne:
Dorian klasa sama w sobie
Jae Grafiki fantasy
Obrazek... podczas kreacji :>_
Wrocław - najpiękniejsze z miast
Grafika fantasy kilka obrazkow, ktore mi sie spodobaly
Fantasy "Erotyka i fantastyka"

Ludzie... Raczej istoty, ktore spotkalem na swej drodze ;)_
7th Ogre
Niebieskoskrzydła
Surprise! Guess who
Gobos v2.0 Gobliny kontratakują! czyli compactowa wersja Ogra
M&Ms Blog zemsty czyli "zawsze tu piszę nie na temat" ;)_
To nie anioł! To nie cherubin! To Boska!
Rotsuken ...Otaku Rotsuken
Fiach Dubh Laidir
Ogrza żonka My No1.

Garsc linkow:
Aktywności i kalorie
Przygotowania weselne
NASZE fotki
Kropki
Hit it! Ogr, kij i ...
Ant Kendo
Darwin Awards
Modelka, piórko i...pomysł na reklame :D_
Teścik Leonardo Jak myślisz: jak myślisz?
Wielkie Ogrowanie 2003 i kilka innych fotek czyli Pabisiowe pstryki
SPMP Takimi rzeczami sie zajmuje
Mensa
:)_ Cos co moze was ucieszyc
statystyka